barnibrodaty

 

Pan Peryskop

Pan Peryskop – poznański obywatel numer jeden

Poznań to miasto z wieloma wyjątkowymi symbolami: koziołkami, rogalami świętomarcińskimi czy przepięknym Rynkiem z ratuszem. Ale mało kto wie, że w gronie poznańskich „osobliwości” można znaleźć także tajemniczego Pana Peryskopa. Kim jest? Skąd się wziął? Dlaczego niektórzy uważają go za nieoficjalnego „obywatela numer jeden” Poznania? Ja, Barnaba, zwany Barni Brodaty, jako rodowity Poznańczyk, postanowiłem rozwikłać tę zagadkę i opowiedzieć Ci o postaci, która, choć nieco zapomniana, kryje w sobie kwintesencję poznańskiego charakteru.

Najczęściej snuję opowieści o Bieszczadach, podróżach z moim psem Berdo i przygodach w starym Land Roverze Discovery. Ale tym razem zostaniemy w moim rodzinnym mieście – bo chcę Cię zabrać na wyjątkową wyprawę po poznańskich uliczkach w poszukiwaniu śladów Pana Peryskopa. Obiecuję, że czeka nas sporo ciekawostek i anegdot, które sprawią, że inaczej spojrzysz na to miasto, jego mieszkańców i ich dystans do codzienności.

Skąd w ogóle wziął się Pan Peryskop?

Kiedy zacząłem szukać informacji o Panu Peryskopie, natknąłem się na rozmaite opowieści. Według jednej z nich, Pan Peryskop narodził się w głowach poznańskich studentów jeszcze w czasach PRL-u, jako postać folkloru miejskiego – człowiek noszący dziwaczne urządzenie przypominające peryskop okrętowy. Inna wersja głosi, że to dzieło pewnego zapalonego artysty, który chciał wnieść do szarej przestrzeni miasta odrobinę humoru i magii. Jakby nie było, legenda Pana Peryskopa zaczęła żyć własnym życiem.

Poznaniacy, słynący z przywiązania do tradycji i jednocześnie z przymrużenia oka na własne przywary, pokochali tę postać. Mówi się nawet, że Pan Peryskop dołączył do elitarnego grona miejskich symboli – tuż obok koziołków czy postaci z lokalnych legend, takich jak płanetnicy czy Skarbnicy. Tyle że on, zamiast zabytkowej metryki, ma nowoczesny wynalazek pozwalający spoglądać ponad tłum i zobaczyć miasto z zupełnie innej perspektywy.

Dlaczego nazywamy go „obywatelem numer jeden”?

Oczywiście to określenie jest na wpół żartobliwe, niemniej wśród części mieszkańców Poznania Pan Peryskop faktycznie uchodzi za obywatela numer jeden. Tytuł ten przypisują mu czasem lokalne media i blogerzy, którzy wyruszają tropem jego historyjek. Bo trzeba Ci wiedzieć, że Pan Peryskop ma coś, co w Poznaniu nazywamy „sznyt doświadczenia” – pojawił się już w tak wielu anegdotach i opowieściach, że trudno odróżnić prawdę od legendy.

Kiedyś w tramwajach krążyła plotka, że widziano go przy placu Wolności, jak z pomocą swojego peryskopu wypatrywał zbliżającej się burzy. Ktoś inny przysiągł, że Pan Peryskop próbował w ten sposób „podejrzeć”, jak toczy się życie na najwyższych piętrach kamienic, bo rzekomo był zainteresowany architekturą. Jeszcze inni twierdzą, że to tylko maskotka do zabawy, bo w Poznaniu ceni się dystans i poczucie humoru. Faktem jest, że co pewien czas, w różnych zakamarkach miasta, ktoś o nim wspomni, wrzucając fotografię lub relację w internecie.

Co symbolizuje Pan Peryskop?

  1. Potrzebę patrzenia dalej – w końcu peryskop umożliwia dostrzeżenie tego, co niedostępne dla zwykłego wzroku.
  2. Gwarę i humor – Poznaniacy lubią swoje anegdoty i postaci, które rozładowują powagę dnia codziennego.
  3. Miejską tradycję – choć nie jest to zabytkowa legenda, Pan Peryskop wpisał się w folklor miejski jako ciekawa osobowość.
  4. Odwagę w byciu oryginalnym – bo kto inny nosiłby peryskop w XXI wieku, na ulicach tętniącego życiem miasta?
  5. Łączenie przeszłości i przyszłości – peryskop kojarzy się z okrętami i dawnymi wynalazkami, lecz Pan Peryskop jest synonimem miejskiej nowoczesności.

Kilka legend i anegdot o Panu Peryskopie

Przyznam, że podczas zbierania materiałów trafiłem na wiele sprzecznych relacji, ale wszystkie mają w sobie coś z uroku miejskich mitów. Oto kilka najciekawszych:

  • Przygoda tramwajowa: Pewnego dnia, około południa, Pan Peryskop miał wsiąść do tramwaju linii 2. Podobno trzymał w dłoniach niewielki peryskop, który unosił nad głowami pasażerów, by obserwować zbliżający się przystanek. Gdy ktoś zapytał, dlaczego to robi, odpowiedział: „Tej, chcę być pewny, że wysiądę tam, gdzie trzeba”.
  • Spacer po Rynku: Ktoś inny opowiadał, że widział go na Starym Rynku, jak przechadzał się z uniesionym peryskopem, rzekomo szukając figury Bamberki na jednej z kamienic. Ponoć w Poznaniu mówi się, że Pan Peryskop uwielbia tropić symbole miasta, by odkrywać zapomniane detale architektoniczne.
  • Poranna wizyta w katedrze: Inna historia głosi, że w niedzielny poranek widziano go niedaleko katedry na Ostrowie Tumskim. Z peryskopem uniesionym w stronę wież katedry, jakby sprawdzał, czy hełmy wież są w dobrym stanie. Podobno uczynnie doradzał przechodniom, by zwracali uwagę na drewniane elementy konstrukcyjne, bo wilgoć i czas mogą czynić szkody.

Czy te historie są prawdziwe? Kto to wie. Ale w Poznaniu nikt nie domaga się dowodów – wystarczy, że „coś się mówi” i legenda rośnie w siłę. Tak działa tutejsza tradycja opowiadania. A Pan Peryskop doskonale wpasowuje się w ten styl, budząc ciekawość i uśmiech.

Dlaczego akurat peryskop?

Pytanie brzmi: z jakiego powodu ktoś miałby chodzić po mieście, trzymając peryskop? W końcu to dość kuriozalny przedmiot. W rozmowach z pasjonatami miejskiego folkloru uzyskałem odpowiedź, że to część specyficznej poetyki Poznania. Zamiast kapelusza – peryskop, zamiast rutyny – wprowadzanie elementu absurdu. Poznaniacy słyną z przyziemnego spojrzenia na życie, oszczędności i racjonalności, ale jednocześnie potrafią przemycić w codzienność dawkę surrealizmu. Pan Peryskop jest tego dowodem.

Sam mam wrażenie, że peryskop w tym kontekście symbolizuje zdolność wychodzenia poza schemat. Pozwala spojrzeć wyżej, dalej, zobaczyć więcej. Kiedyś, prowadząc wycieczki po Bieszczadach, zachęcałem ludzi, by czasem zatrzymali się i unieśli wzrok, żeby dostrzec ptaki albo kształty chmur. Tu, w mieście, Pan Peryskop zaprasza do podobnej refleksji: spójrz ponad zwykłą perspektywę i zobacz, jak wyjątkowe rzeczy mogą kryć się w architekturze, w twarzach przechodniów, w detalach ulic. Być może to właśnie ta metafora czyni go tak ważnym elementem miejskiej tożsamości.

Jak samemu poczuć ducha Pana Peryskopa?

  1. Spaceruj „z głową w chmurach” – przyjrzyj się fasadom kamienic, wieżom kościołów, rzeźbom na budynkach. Wiele z nich umyka uwadze, jeśli nie uniesiesz wzroku.
  2. Zachowaj dystans i humor – Pan Peryskop przypomina, że nawet w miejskiej gonitwie da się znaleźć chwilę na uśmiech i dowcip.
  3. Rozmawiaj z innymi mieszkańcami – często najbardziej pasjonujące historie poznasz, pytając o lokalne legendy i anegdoty.
  4. Doceniaj małe wynalazki – w świecie nowoczesnych technologii taki peryskop to powrót do prostych, a zarazem inspirujących rozwiązań.
  5. Kreuj własne opowieści – w Poznaniu nic nie stoi na przeszkodzie, byś i Ty stworzył kolejną anegdotę o Panu Peryskopie czy innej postaci miejskiego folkloru.

Spotkanie z legendą – czy mi się przytrafiło?

Wielu pyta: „Barni, a Ty osobiście widziałeś Pana Peryskopa?” Cóż, wprost go nie spotkałem. Prędzej słyszałem, że ktoś widział, niż mi się udało go namierzyć. Ale niejednokrotnie w moich wędrówkach po mieście, gdy wsiąkałem w atmosfę starych dzielnic, czułem jego obecność w opowieściach i drobnych wskazówkach. Tak działa każdy archetyp miasta – jest obok, lecz pozostaje nieuchwytny.

Mimo to wierzę, że Pan Peryskop istnieje. A nawet jeśli jest tylko wytworem zbiorowej wyobraźni, dla mnie i dla wielu poznaniaków stał się symbolem wolności od banału. Jest jak teatralny rekwizyt w codziennej rzeczywistości – przypomina, że można dodać do szarego dnia odrobinę koloru i poezji. Bo czyż nie o to chodzi w naszym życiu, by czasem dać się ponieść fantazji?

Podsumowanie i apel do Czytelników

Jeśli kiedyś odwiedzisz Poznań, oprócz obowiązkowych punktów jak katedra na Ostrowie Tumskim czy Stary Rynek z zegarem koziołkowym, spróbuj przejść się po mniej turystycznych zaułkach. Kto wie, może dostrzeżesz cień mężczyzny niosącego peryskop, przemykającego przez ulice jak duch miejskiej legendy? A może porozmawiasz z miejscowymi i usłyszysz kolejną historię o jego przygodach? Tego Ci życzę, bo właśnie takie drobne spotkania i anegdoty sprawiają, że podróżowanie (nawet po własnym mieście) nabiera smaku.

Pan Peryskop – poznański obywatel nr 1 – to uosobienie kreatywności, czujnego oka i dystansu do świata, a zarazem przykład na to, jak miasto tworzy swoje mity i bohaterów. Dla mnie, Barnaby (Barni Brodatego), pozostanie on inspiracją do dalszych eksploracji miejskiego folkloru. I wiesz co? Jeżeli spotkasz go osobiście, koniecznie daj znać w komentarzu. Chciałbym wreszcie dowiedzieć się, jak to jest spojrzeć przez peryskop w samym sercu Poznania!

Ja, Mądrecki | Polityka prywatności

@2025 - Blog chroniony prawem autorskim.