barnibrodaty

 

 

Nie wiem co jest prawdą na krawędzi snu
Nie wiem co jest snem na krawędzi prawdy

 

Bieszczady, czerwcowa noc, ulewa przetoczyła się przez zbocza i zostawiła po sobie gęste, lepkie powietrze. A może to chmury zeszły tak nisko, że oplatają wszystko dookoła, dusząc światła i dźwięki? Ta fotografia to właśnie taki moment – surowa, mało świetlista rzeczywistość, gdzie człowiek jest tylko punktem w bezkresie.

Widzę tu Twojego Land Rovera, ale on ledwie co wyłania się z tej smolistej czerni, jak jakaś bestia wyłaniająca się z mroku. Jego tylne światło to jedyny czerwony punkcik nadziei, albo ostrzeżenia, w tej bezdennej ciemności. I Ty. Stoisz tam, gdzieś na skraju światła rzucanego przez samochód, zatopiony w gęstej, mokrej mgle. Postać zagubiona w przestrzeni, niczym bohater z koszmarnego snu, albo, jak to u Beksińskiego – z wizji świata, gdzie to, co ludzkie, jest małe i kruche wobec ogromu i obcości.

To nie jest mgła, którą można przeciąć wzrokiem. To jest ściana. Ściana wilgoci, chłodu i kompletnego braku perspektyw. Nie widać nic poza kilkoma metrami przed maską i tą jedną, samotną postacią. Każdy dźwięk musi tu być stłumiony, każda myśl – wzmocniona przez otaczającą pustkę. To jest ten rodzaj atmosfery, co to sprawia, że czujesz się jak jedyny żywy element w umarłym krajobrazie. Jakbyś był na końcu świata, albo zaraz za jego krawędzią.

Ta fotografia to kawałek Beksińskiego przeniesiony w bieszczadzki plener. To wizja tęgiej, mało świetlistej rzeczywistości, gdzie światło jest tylko kaprysem, a mrok – stałym towarzyszem. Mocne. Robi wrażenie, że aż chce się wziąć wódkę, usiąść i pomyśleć o tych wszystkich szalonych decyzjach, które doprowadziły człowieka w takie miejsce. Ale to przecież Bieszczady, prawda? Tam nie ma innej rzeczywistości.

Ja, Mądrecki | Polityka prywatności

@2025 - Blog chroniony prawem autorskim.