barnibrodaty

 

20250110 f16 f35 krzesiny 1

 

20250110 f16 f35 krzesiny 2

 

F35 F16 Poznań Krzesiny 01 2025

Krótka pauza w życiu każdego podróżnika bywa czasem niczym łyk świeżego powietrza w zatłoczonym mieście. Człowiek ma wtedy szansę zobaczyć, co naprawdę go fascynuje i dokąd chce podążać. Ja, Barnaba Brodaty – a.k.a. Barni – od dawna mam w sobie głód przygody, lecz tym razem wybrałem kierunek zgoła inny, niż bieszczadzkie połoniny czy mazurskie jeziora. Wszystko za sprawą dość nieoczekiwanego zaproszenia: służby prasowe bazy lotniczej w Krzesinach (niedaleko mojego rodzinnego Poznania) zorganizowały prezentację nowoczesnych samolotów bojowych – F-16, które w Polsce są już od lat, oraz nowiutkich F-35, które dopiero co mają wejść do służby. A że data prezentacji przypadała na początek 2025 roku, w sam raz pasowało to do mojego wolniejszego, „pozasezonowego” okresu pracy w marketingu online.
Zazwyczaj bardziej pociąga mnie przyroda i spokojne zakamarki z dala od miejskiego gwaru, ale z drugiej strony – jak tu nie skorzystać z takiej okazji? W końcu Bieszczady i bezkresne krajobrazy to jedno, a potężny ryk silników odrzutowych i wojskowa precyzja to drugie. Życie jest za krótkie, żeby odmawiać doświadczeń tak skrajnych, bo – kto wie – może właśnie w tym tkwi urok bycia podróżnikiem i miłośnikiem kultury? Mieszać tematy i doznania, bawić się kontrastami, wędrować od bieszczadzkich zakapiorów do wojskowych pilotów, a przy okazji wplatać w to wszystko cząstkę poznańskiej gwary, zapach rogali marcińskich i chropawą nutę marketingu.

Małe wprowadzenie: Krzesiny, Poznań i ja

Poznań Krzesiny – 31. Baza Lotnictwa Taktycznego – od lat jest istotnym punktem na lotniczej mapie Polski. To właśnie tam stacjonują nasze F-16, dumne jastrzębie, które wielokrotnie wzbudzały zainteresowanie i podziw miłośników lotnictwa w całym kraju. Ja sam, wychowawszy się w Poznaniu, miałem okazję niejednokrotnie słyszeć te silniki przelatujące na wysokości kilkuset metrów nad dachami, a czasem widywałem je na pokazach lotniczych. Jednak nigdy nie dostałem się tak blisko – dotychczas bywałem tylko w strefach dla widzów, oglądałem z ziemi akrobacje i starty.
Rok 2025 to jednak nowy rozdział w polskim lotnictwie wojskowym. Właśnie wtedy oficjalnie pojawiły się pierwsze egzemplarze samolotów F-35 Lightning II, maszyn, które – jak głoszą znawcy – stanowią kluczowy element piątej generacji lotnictwa bojowego. Stealth, superskomputery, najnowocześniejsze systemy sensorów – brzmi to wszystko jak z filmów SF, a jednak staje się faktem. Nie jestem ekspertem od militariów, ale coś mnie zawsze fascynowało w ludziach, którzy potrafią skonstruować i pilotować tak zaawansowane maszyny. Czy to nie jest w pewnym sensie sztuka, forma teatru, w którym główną rolę gra technologia i człowiek w kabinie?
Kiedy nadeszło zaproszenie, było dla mnie pewną niespodzianką. „Barni, widzę, że masz szerokie kontakty, a bloga twojego czytają nie tylko fani gór, ale też różni pasjonaci przygód. Czy nie chciałbyś opisać wrażeń z pierwszych dni F-35 w Krzesinach?” – brzmiała mniej więcej propozycja od znajomego z branży marketingu, który działa w otoczeniu MON. Zaśmiałem się pod nosem i powiedziałem, że to całkiem ciekawy pomysł – w końcu czemu nie pokazać czytelnikom, że Barnaba Brodaty czasem interesuje się także szybującymi maszynami, nie tylko cichymi lasami?

Wylot z bazy codzienności

Tradycyjnie, nim wyruszyłem, zebrałem ekwipunek fotograficzny i notes. Zostawiłem psa Otryta pod opieką przyjaciół, bo wiedziałem, że w bazie wojskowej pies to raczej kłopot niż towarzysz. Poza tym, Otryt warknąłby pewnie na dźwięk odrzutowca, bo takiego hałasu jeszcze nie doświadczył. Pogoda w styczniu 2025 roku była dość kapryśna: niby zima, ale jak to w Poznaniu, raczej szaro-bura aura, czasem mżawka.
Z samego rana wsiadłem do mojego Landka (Land Rovera Discovery), który – choć zdecydowanie ma już najlepsze lata za sobą – wciąż dzielnie toczy się po drogach. Zresztą, do Krzesin mam rzut beretem, ledwie kilkanaście minut jazdy z centrum Poznania, w zależności od korków. Wspomnienia z Bieszczad przemknęły mi przez głowę, gdy przejeżdżałem przez niezbyt malowniczą miejską okolicę. Jednak w życiu trzeba być otwartym na różne scenerie – od gór po industrialne krajobrazy.
Na bramie bazy przywitało mnie surowe oblicze wojskowej organizacji. Kontrola dokumentów, przepustki, uśmiech strażnika, który stwierdził, że mnie kojarzy z jakichś relacji internetowych. No tak, świat jest mały, a internet jeszcze mniejszy. Pomyślałem wtedy, że może w mojej bieszczadzkiej opowieści pojawi się wątek o ludziach, którzy w wolnych chwilach zarywają noce na youtubowych filmach o turystyce.

Pierwsze starcie z F-16

Zanim zobaczyłem F-35, poprowadzono mnie przez hangary i stanowiska obsługi tych słynnych F-16, które służą już w polskim lotnictwie od 2006 roku. W tamtym momencie dotarło do mnie, że samoloty, o których tyle się czyta i słyszy, tu stają dosłownie na wyciągnięcie ręki. Stałem przy jednym z nich, zachwycony kształtem, linią kadłuba, i dumałem o tym, jak to możliwe, że taka maszyna może w kilkadziesiąt sekund wzbić się w niebo i przekraczać prędkość dźwięku.
Przewodnik, jeden z pilotów, tłumaczył mi cierpliwie, na czym polega unikalność F-16. Jakie mają systemy, dlaczego są wielozadaniowe, jak to jest z naprawami, modernizacjami. Dla kogoś nieszczególnie obeznanego z mechaniką i elektroniką brzmiało to jak opowieść z innej planety. Przypomniały mi się czasy dzieciństwa, gdy bawiłem się modelami samolotów i wyobrażałem sobie, że jestem pilotem. I może właśnie dlatego ten moment w hangarze poczułem w kościach: oto realizuje się kawałek marzenia sprzed lat, choć w dorosłym życiu poszedłem ścieżką marketingu i podróżowania.
Pilot zaprosił mnie do kabiny jednego z F-16, który akurat przechodził przegląd. Nie mogłem się wcisnąć z aparatem, bo było dość mało miejsca i sporo sprzętu, ale udało mi się zrobić parę zdjęć z zewnątrz i przez szybę. Wyglądało to zupełnie inaczej niż kabina samochodu: mnóstwo wskaźników, wyświetlaczy i przycisków, w których – przyznaję – nawet nie próbowałem się połapać.

Spotkanie z F-35 – wrota do nowej ery

Po tym krótkim wstępie z F-16 zaprowadzono mnie do osobnej, specjalnej części hangaru. Tam czekało już coś, co przyprawiło mnie o dreszcz emocji – F-35 Lightning II, dumny reprezentant piątej generacji samolotów bojowych. Nowiuteńki egzemplarz, polskie oznaczenia jeszcze lśniły. Widać było, że ta maszyna budziła niemałą ciekawość i szacunek nawet wśród pilotów z dłuższym stażem.
Pierwsze, co uderza przy kontakcie z F-35, to jego kształt – geometryczny, wręcz futurystyczny. Wiele mówi się o technologii stealth, a gdy stoisz blisko tego cudu inżynierii, rozumiesz, że każda krawędź i powierzchnia są ukształtowane w precyzyjny sposób, by rozpraszać fale radarowe. Kadłub wydaje się masywniejszy niż w F-16, a zarazem sprawia wrażenie „zaprzyjaźnionego” z powietrzem. Jedno spojrzenie i wiesz, że to nie jest samolot z lat 90., lecz z XXI wieku, i to z taką dozą technologicznego rozmachu, jakiej pewnie nie powstydziłby się reżyser kina science-fiction.
Na miejscu poznałem innego pilota, którego zadaniem było przygotowywać się do lotów zapoznawczych F-35. Miał za sobą setki godzin w symulatorach, w Stanach Zjednoczonych, i opowiadał mi z pasją o tym, jakim przełomem jest to dla polskiej armii. Człowiek, słuchając go, czuł, że to nie tylko kolejny sprzęt w arsenale, ale wręcz cała nowa filozofia walki i planowania misji.

Urok i przerażenie nowoczesności

Gdy tak chłonąłem te opowieści o sensorach, integracji danych i technologii stealth, zaczęły mnie nachodzić mieszane uczucia. Z jednej strony – imponuje mi inżynierska myśl i determinacja, by zbudować tak wyrafinowaną maszynę. Z drugiej, cały czas mam świadomość, że to broń, stworzona do celów bojowych, a wojna sama w sobie jest czymś przerażającym. Pomyślałem o Bieszczadach, gdzie czasem w ciszy można zapomnieć, że świat bywa tak bardzo zaawansowany w sztuce niszczenia.
Nie chcę jednak popadać w moralizatorstwo. Jak mówił ów pilot, „Taki jest nasz świat. Lepiej mieć nowoczesne uzbrojenie i nie musieć go używać, niż być bezbronnym w niepewnych czasach.” Coś w tym jest. Mimo to, w sercu pozostała mi nutka refleksji: obyśmy widzieli te F-35 i F-16 głównie na pokazach i w ćwiczeniach, zamiast w realnych konfliktach.
W bazie panowała atmosfera skupienia, a jednocześnie pewnej dumy. Wojskowi przechadzali się w mundurach, mechanicy dokręcali śruby i sprawdzali podzespoły. Dzień był chłodny, a w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach paliwa lotniczego. Czasem gdzieś z oddali dobiegał warkot ruszającego silnika F-16, gotującego się do startu treningowego. Po chwili, przez uchylone wrota hangaru, zobaczyłem, jak samolot toczy się na pas i po kilkunastu sekundach znika w powietrzu z ogłuszającym rykiem.

Styczniowe niebo nad Krzesinami

W planie dnia było także obserwowanie krótkiego lotu pokazowego, z udziałem F-16 i – w ograniczonym zakresie – jednego egzemplarza F-35 (oczywiście wciąż w fazie testów i treningów). Niestety, mglisty poranek przesunął starty, co jest dość częste w styczniu. Na szczęście, przed południem pogoda na chwilę się poprawiła. Wyszedłem na płytę lotniska z pilotami, zaopatrzony w kamizelkę odblaskową (w końcu to teren wojskowy).
Najpierw w niebo wzbiły się dwa F-16. Obserwowanie startu z tak niewielkiej odległości jest przeżyciem na granicy hipnozy i strachu – ogromna siła, która sprawia, że samolot rusza, a za chwilę jest w górze, budzi respekt. Potem przyszedł czas na F-35. Stałem niemal jak wryty, gdy pilot włączył silnik. Ten dźwięk jest głębszy, bardziej basowy niż w F-16. Samo kołowanie przebiegło dość płynnie, a chwilę później – błyskawiczny start i maszynę widać już było w chmurach. Zwróciłem uwagę na kształt ogona i wylotu spalin – niby drobiazg, a jednak od razu widać różnicę między generacjami.
Przez kilkanaście minut obie maszyny wykonywały krótki pokaz w dość prostych figurach, głównie chodziło o demonstrację możliwości w locie formacyjnym. Nic spektakularnego jak na wielkich pokazach Air Show, ale i tak byłem usatysfakcjonowany. Gdzieś w głębi duszy czułem, że obcuję z czymś przełomowym, a jednocześnie zrozumiałem, że za tym stoi cała rzesza ludzi: mechaników, inżynierów, logistyków, pilotów, kontrolerów lotu.

Ludzkie historie – z dala od bieszczadzkiej nuty?

Po zakończeniu lotu pokazowego miała miejsce krótka konferencja. Zaproszono mnie, żebym posłuchał i może zadał pytanie z perspektywy „cywila-spoza-kręgu-lotniczego”. Padło sporo informacji typowo wojskowych, o planach szkolenia personelu, harmonogramie wdrożenia F-35 do służby. Ja skupiłem się na pytaniach dotyczących samej pracy pilotów: jak wygląda codzienność, jak radzą sobie z presją i co ich motywuje.
Ku mojemu zaskoczeniu, wielu pilotów przyznało, że latanie to dla nich pewna forma pasji, nie tylko praca. Podobnie jak moje chodzenie po górach czy podróżowanie starym Land Roverem. Wyzwania, adrenalina, a z drugiej strony – rutyna i regulaminy. Opowiadali, że gdy zasiadają w kabinie, czują jakąś głęboką koncentrację, a jednocześnie dumę, że reprezentują kraj. Być może w tym tkwi siła człowieczeństwa – potrafimy odnaleźć powód do dumy w umiejętnościach, jakie rozwijamy, nawet jeśli to latanie myśliwcem.
Ktoś zapytał o to, czy widzieli już Bieszczady z lotu F-35. Pilot roześmiał się i odparł, że jeszcze nie mieli okazji polecieć aż tam, a poza tym – na razie są ściśle ograniczeni planem treningowym wokół bazy i poligonów. Uśmiechnąłem się pod nosem, wyobrażając sobie ciszę Połoniny Wetlińskiej i nagły przelot supernowoczesnego myśliwca, który mógłby wypłoszyć wszystkie jelenie i wilki w promieniu kilkunastu kilometrów.

Kontrastowy powrót w stronę kultury

Kiedy spotkania i prezentacje dobiegły końca, pilot, który się mną opiekował, zaproponował krótką kawę w stołówce bazy. Bardzo chętnie się zgodziłem, bo chłodna pogoda i emocje sprawiły, że czułem lekkie zmęczenie. Po drodze wymieniliśmy kilka myśli o tym, jak takie wydarzenie może zainteresować ludzi niezwiązanych z lotnictwem. Opowiedziałem mu, że prowadzę blog głównie o podróżach, kulturze, teatrze i kinie, a on uśmiechnął się: „Wiesz, latanie też ma coś z teatru. Kiedyś nawet zrobiliśmy pokaz synchroniczny, który przypominał taniec w powietrzu. Może powinieneś to kiedyś opisać?”
Pomyślałem, że faktycznie, w pewnym sensie wszystko da się połączyć: sztuka i wojskowość, natura i technologia. Może to jest klucz do zrozumienia świata – nie zamykać się w wąskich kategoriach, tylko pozwolić, by różne obszary przenikały się wzajemnie.
Po kawie i chwili odpoczynku podziękowałem gospodarzom i ruszyłem w drogę powrotną. Za bramą bazy musiałem się na moment zatrzymać i odetchnąć. Kontrast między wojskową dyscypliną, chłodnym betonem lotniska a moją wolną duszą bieszczadzkiego wędrowca był wyraźny. A jednak czułem, że te dwie przestrzenie – surowe Krzesiny i dzika Wetlina – współistnieją w jednym kraju i tworzą wielowymiarowość, którą bardzo cenię.

Pytanie o sens i drogę

Zastanawiam się często, na ile takie wydarzenia jak „F35 F16 Poznań Krzesiny 01 2025” mogą zainteresować moich czytelników, którzy przyzwyczaili się raczej do relacji z wypraw w plener, opowieści o przyrodzie i kulturze. A jednak wierzę, że w życiu warto odkrywać różne tematy – od natury po wysokie technologie, od tradycyjnych obrzędów po współczesne formy sztuki.
Bo przecież, jeśli podróżuję i otwieram się na świat, to mogę też odwiedzić bazę lotniczą, dowiedzieć się czegoś nowego o maszynach i ludziach, którzy im służą. Mogę poczuć dreszcz emocji na widok startu myśliwca, a potem wrócić do cichego mieszkania, by obejrzeć stary film Bergmana albo posłuchać koncertu w Teatrze Muzycznym. To wszystko się nie wyklucza, przeciwnie – tworzy mozaikę doświadczeń, z której buduje się pełniejsze zrozumienie rzeczywistości.

Kilka słów na koniec: co dalej?

Kończąc ten przydługi wywód, chciałbym zachęcić Was, drodzy czytelnicy, do zadawania pytań i dzielenia się opiniami. Ciekaw jestem, czy ktoś z Was miał okazję z bliska przyjrzeć się samolotom wojskowym, czy może pracował w środowisku lotniczym i ma inne spojrzenie na F-16 czy F-35. A może wolicie w ogóle unikać takich tematów, bo kojarzą się Wam z militariami i wolicie świat natury?
Ja sam pewnie nie zmienię się w entuzjastę broni, ale nie ukrywam, że wizyta w Krzesinach poszerzyła moje horyzonty. Zobaczyłem pasję i ciężką pracę ludzi, którzy za sterami odrzutowca czy w warsztacie mechanicznym tworzą pewien fascynujący rozdział współczesności. Doceniłem, jak wielkim wysiłkiem było sprowadzenie do Polski maszyn tak nowoczesnych, jak F-35, i jak wiele będzie kosztować – w sensie finansowym, ale i organizacyjnym – ich pełne wdrożenie.
Być może jeszcze kiedyś wrócę do bazy lotniczej, tym razem żeby zobaczyć większy pokaz albo porozmawiać z pilotami o ich wrażeniach z lotów nad różnymi regionami kraju. Ale najpierw czeka mnie wypad w Bieszczady, bo serce woła o wędrówkę po połoninach i chwile ciszy. Tak, tak – to jest właśnie paradoks mojej egzystencji: chwilę temu zachwycałem się nad futurystycznymi samolotami, teraz tęsknię za widokiem mgły nad górskim grzbietem.
I niech tak zostanie. W tym tkwi piękno świata – w różnorodności. Patrząc na pędzący odrzutowiec, pamiętam o tym, że istnieją jeszcze zakątki bez zasięgu, gdzie słychać jedynie szum drzew i wilgotny oddech ziemi. W jednej dłoni mogę trzymać klucze do Landka, którym pojadę na kolejne odkrycia, a w drugiej – może i symboliczny bilet wstępu do innej rzeczywistości, w której F-35 stanowi kolejny rekwizyt w ludzkim spektaklu zwanym postępem.

Epilog

Jeśli dotarliście aż tutaj, dziękuję. Mam nadzieję, że udało mi się w miarę barwnie przybliżyć Wam kulisy styczniowej prezentacji F-35 i F-16 w bazie Poznań Krzesiny. Niby to tylko jeden dzień, jedno wydarzenie, a jednak człowiek wraca z głową pełną przemyśleń. Na blogu zwykle piszę o przygodach w naturze, teatrze czy kinie, ale czemu by nie spisać relacji z takiej wyprawy w strefę potęgi inżynierskiej?
Za kilka dni wybieram się w Bieszczady, planuję odwiedzić Cisnę, może wpaść do Siekierezady i posłuchać, czy ktoś wspomina o śmigających odrzutowcach nad połoninami. Wątpię, bo tam ludzie bardziej żyją codziennością gór, a jednak… nigdy nie wiadomo, kto i co może się pojawić na horyzoncie.
A gdy usiądę przy ognisku, spojrzę w rozgwieżdżone niebo, pomyślę o F-16, F-35 i tym niewyobrażalnym postępie, jaki dokonuje się na naszych oczach. Może akurat wtedy, wysoko w ciemności, przeleci niewidoczny dla radaru samolot, a ja – prosty włóczykij – uśmiechnę się z przekorą, dziękując losowi, że dane mi jest doświadczać tej niezwykłej mozaiki świata: od najwyższych lotów technologii aż po najcichsze zakątki przyrody.
Bo przecież o to chodzi w przygodzie: by nie bać się kontrastów i czerpać inspirację z każdej strony, czy to od potężnych maszyn, czy od majestatycznych gór.

 

20250110 f16 f35 krzesiny 3

 

20250110 f16 f35 krzesiny 4

 

20250110 f16 f35 krzesiny 5

 

20250110 f16 f35 krzesiny 6

 

20250110 f16 f35 krzesiny 7

 

 

20250110 f16 f35 krzesiny 8

 

20250110 f16 f35 krzesiny 9

Ja, Mądrecki | Polityka prywatności

@2025 - Blog chroniony prawem autorskim.