

Wcisnę w Cisnej
Cisna – bieszczadzki azyl
Są miejsca, które zapadają w pamięć jak melodia starych piosenek. Cisna to jedno z nich. Wciśnięta pomiędzy zalesione grzbiety, na pograniczu cywilizacji i dzikości, stanowi mój bieszczadzki azyl. Tu zatrzymuję się, gdy Bieszczady wołają – a wołają często.
Moje mieszkanko w Cisnej
Nie jest to hotel, nie jest to pensjonat. To miejsce z duszą, w którym czuję się jak u siebie. Drewniane ściany szepczą historie wędrowców, a widok za oknem – rozłożysty las i mgły ślizgające się po stokach – przypomina, dlaczego tak trudno się stąd ruszyć.
Zachwyt w obiektywie
Cisna to nie tylko punkt na mapie, to stan umysłu. A gdy coś chwyta za serce, trzeba to uwiecznić. Moje zdjęcia to nie tylko obrazy – to wspomnienia zaklęte w pikselach. Światło o poranku, cienie drzew na drewnianej podłodze, księżyc wędrujący po czarnym niebie. Wszystko, co sprawia, że aparat sam wyrywa się z plecaka.
Berdo i Cisna – duet doskonały
Gdybym miał wskazać, kto czuje się tu lepiej – ja czy Berdo – miałbym problem. Mój bieszczadzki kompan odnajduje się tu jak ryba w wodzie. Węszy, tropi, biega. A potem zwija się w kłębek u moich stóp i zasypia przy dźwiękach deszczu bębniącego o dach.
Poranki pachnące drewnem
Świt w Cisnej zaczyna się od zapachu drewna i dymu. W powietrzu unosi się aromat kawy, którą piję, siedząc na werandzie. Berdo przeciąga się leniwie, a ja patrzę na góry, które jeszcze przed chwilą ukrywały się w nocnej mgle. Spokój, który tu znajduję, jest czymś, co trudno opisać – ale można poczuć na zdjęciach.
Zdjęcia, które mówią
Fotografia to dla mnie coś więcej niż hobby. To sposób, by zatrzymać chwilę, której nie da się powtórzyć. Moje bieszczadzkie zdjęcia to nie tylko krajobrazy – to emocje, które Cisna zostawia w sercu. Czy to zachód słońca nad połoniną, czy mglisty poranek – każde z tych ujęć mówi: „Wcisnąłem się w Cisną. I nie chcę stąd wychodzić.”
