
Kolejny kadr, który dojrzewał latami.
Była pewna butelka miodu, którą zakorkowałem w 2004 roku. Jeździła u mnie w aucie 8 lat, czekając na okazję, towarzystwo do odkorkowania. W 2023 roku oddałem ją pewnej wyjątkowej osobie. Kilka lat temu odstawiłem alkohol ze swojego życia - bo chciałem. Tak samo, moment ponownego pojawienia się jest wynikiem precyzyjnie określonej woli. Nie ma tu miejsca na przypadki.
Otwarłem więc wino. W środku Bieszczad tuż przy garnicy między tym co dzikie, naturalne, a tym co bezpieczne, wygodne. Obserwuję jak światy się rozszczepiają, przenikają. W przestrzeni bezkresu maluje się obraz przyjemnie rozpalonego kominka. Gruba częściowo przepuszczalna szyba odgradza od zagrożeń, nieprzyjemnosci Bieszczadzkiej Nocy.
Cisza.
Cisza jest wspólnym mianownikiem obu przestrzeni. Prawie. Brak wielkomiejskiego szumu, dźwięków samochodów. Możnaby powiedzieć cisza absolutna. Na zewnątrz wiejący wiatr, wewnątrz szum powietrza w kominku. Lub odwrotnie - na zewnątrz dźwięk gulgotu popijanego wina, wewnątrz głos roślin kłaniających się lokalnym predatorom- i ich ofiarom.
Życie toczy się do przodu i wspak. Po jednej stronie płynie potok wody pośród końskiego stada, po drugiej stronie płynie potok myśli, strumień obrazów.
Zajebiscie. Nikomu nic nie trzeba ... udowadniać, tłumaczyć. Nie trzeba udawać, że spokój, stagnacja są wystarczajace aby czuć szczęśćie.
Tylko ten parasol jebany. Następnym razem usiądę przodem do ściany
Kto wie, może i z drugiej strony szyby, tam nic nie jest na niby.
