Seans w kinie, którego nie znosisz.
To jest tekst, który nie prosi o polubienie.
To jest diagnoza postawiona w poczekalni, w której i tak nikt nas nie wyleczy.
1️⃣ Pierwsze primo
Odczuwam absolutną odrazę do mediów, które jak tresowane papugi mielą w dziobach termin „specjalna operacja”. Te eufemizmy to nic innego jak knebel nałożony na rzeczywistość. Jeśli na terytorium suwerennego kraju wjeżdżają wojskowe buty, a z nieba lecą materiały wybuchowe – których produkcja to przecież nie hobby pasjonatów, tylko ściśle regulowany biznes rządowy – to mamy wojnę. Kropka. Trzymanie się tej medialnej nowomowy to nie „neutralność”, to aktywne rozmywanie prawdy. Ofiary tych działań to ofiary wojny i należą im się konkretne prawa, a ich deptanie to zbrodnia wojenna, nie „incydent techniczny”. Mamy zresztą na mapie jeden kraj, którego same fundamenty postawiono na złamaniu prawa i który do dziś konsekwentnie kładzie lachę na wszelkie normy międzynarodowe. Cieszyłbym się, gdyby media wreszcie przestały być tubą i nadały tym wydarzeniom właściwy, humanitarny, ludzki ton. Bo na razie słyszę tylko szum maszynki do mielenia faktów.
2️⃣Drugie primo
Tresura nienawiści.
Odraza nie kończy się na mediach; ona spływa niżej, na odbiorców. Na was, którzy z uporem godnym lepszej sprawy dajecie się napuszczać jedni na drugich. „Reżim taki, reżim sraki”. „Ludobójcy, terroryści”. Słowa rzucane lekko, byle szybciej, byle mocniej podbić bębenek emocji. Niedawno jeden „przywódca” wymyślił, że wystarczy zdetonować lidera innej nacji i cyk – problem zniknie. I co? I gówno. Nie wyszło. Ale gawiedź już poczuła krew. Chwilę później widziałem te „głębokie nadzieje”, żeby pozbawić życia przywódcę „napletkoujemnych”. Mechanizm jest wszędzie ten sam, od wielkich gospodarek po lokalne podwórka: uprościć, odczłowieczyć, wskazać wroga palcem, a potem bić brawo rzeźnikom podsuwającym najprostsze rozwiązania. Moim zdaniem zabójstwo – jakie by nie było – nie rozwiązuje żadnego problemu. Ono je tylko piętrzy. Zanim zetniesz głowę hydrze, zastanów się, jaka odrośnie na jej miejscu. To nie jest gra, w której po „game over” wracasz do menu.

3️⃣Trzecie primo - ultimo
Kto ma złoto, ten rządzi.
Słychać skowyt, że jankesi fundują „the fake state”, sponsorują zbrodnie i finansują cudze igrzyska śmierci. Rodzice uczyli mnie, żeby nie zaglądać nikomu w portfel, ale czasy są takie, że zaraz będziemy zaglądać do własnych pustych bakuów. Idzie majówka, idą wakacje. Kto ma zapas paliwa w garażu, ten może jeszcze gdzieś pojedzie. Reszta będzie siedzieć na dupie i karmić się własną frustracją. Bo łatwiej jest nienawidzić sąsiada niż zrozumieć system.
A co do zaglądania w kieszeń — sprawdźcie sobie, jak powstał bank centralny u jankesów i kto nim kręci. AI od Google wyjaśnia to dość dobitnie. Zasada jest stara jak świat: kto trzyma złoto, ten ustala reguły gry.
Zanim więc znów skrzywicie się na widok tej czy owej gęby w telewizorze, przyjmijcie do wiadomości: siedzimy w kinie, w którym nie mamy wpływu nawet na to, jaka taśma wskoczy na projektor. Jesteśmy tylko widzami, którzy płacą za bilet własnym życiem.
