barnibrodaty

 

Nieproszony gość  Coleoptera cf. Cerambycidae

Nieproszony gość Coleoptera cf. Cerambycidae

Naparstnica purpurowa to roślina, która wie o sobie wszystko. Digitalis purpurea — sama nazwa brzmi jak tytuł arystokratki na salonowym przyjęciu. Dzwonkowate kwiaty w kolorze ostrego różu, nakrapiane od wewnątrz ciemnymi plamkami jak wnętrze opery widziane z ostatniego rzędu. Trująca od korzenia po pręcik. Lecznicza w odpowiednich dawkach. Słowem — dama z charakterem.

I właśnie na tę damę ktoś się wdrapał.

Nieproszony gość  Coleoptera cf. Cerambycidae

Na prawym kwiecie, tam gdzie płatek zagina się w stronę świata, siedzi stworzenie, które trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Długie czułki sterczą w górę z miną kogoś, kto właśnie wchodzi do lokalu i rozgląda się czy znajomi już są. Nogi — nieproporcjonalnie długie do reszty ciała, jak u modelki po metamorfozie. Całość emanuje spokojem istoty, która nie wie, że mogłaby być trująca kanapka.
Entomolodzy pewnie mieliby zdanie. Chrząszcz kózkowaty? Możliwe. Ochotkowaty? Też w grze. Jedno jest pewne — stworzenie nie poczuwa się do żadnego gatunkowego wstydu. Siedzi. Obserwuje. Być może zastanawia się nad digitaliną i jej wpływem na rytm serca. Być może po prostu szuka suchego miejsca, bo naparstnica jest mokra od deszczu, a krople toczą się po płatkach z gracją łez w dobrym filmie.

W kadrze jest jeszcze trzeci kwiat, u dołu, ledwo widoczny — jakby podglądał całą scenę z dyskretnego oddalenia. Roślina, owad i deszcz. Trójkąt dramatyczny gotowy na krótki metraż.
Naparstnica nie komentuje obecności lokatora. Po prostu truje dalej, po swojemu, z klasą.

Ja, Mądrecki | Polityka prywatności

@2025 - Blog chroniony prawem autorskim.