barnibrodaty

 

 Zdzislaw Beksiński XY5

XY5 – Ja, rozpadający się w proch. Cień istnienia w krainie pustki.

Stoję tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, i patrzę na ten obraz Beksińskiego "XY5". I, kurczę, czuję, jakbym właśnie sam rozsypywał się w powietrzu, niczym piasek przesypujący się przez palce. To nie jest po prostu płótno, to jest wizja totalnego rozpadu, która mnie hipnotyzuje i jednocześnie przyprawia o gęsią skórkę.

Widzę tę postać, w centralnej części obrazu. Jest koloru brudnego błękitu, jakby była zrobiona z metalu, a może z lodu, i rozpada się w drobny pył. Fragmenty jej ciała odrywają się i ulatują, jakby była poddana jakiejś niewidzialnej sile, która ją pochłania. Wygląda, jakby próbowała się schować za tą ceglastą ścianą, ale rozpad jest nieubłagany.

Jestem tam, obok tej postaci, a może jestem nią samą. Czuję ten ból, to poczucie nieuchronnego końca, które emanuje z każdego odłamka. Ta scena jest tak dynamiczna, a jednocześnie tak nieruchoma, zamrożona w jednym, przerażającym momencie. Widzę, jak jej stopy zapadają się w ziemię, jakby była już częścią tego pustkowia.

Tło to jakaś surowa, ceglasta ściana, która zamyka przestrzeń. Kolory są zgaszone, brązy, pomarańcze, szarości i ten chorobliwy błękit postaci. Całość tworzy atmosferę, która jest jednocześnie klaustrofobiczna i nieskończenie smutna.

Technika? Fenomenalna. Beksiński z maestrią oddał efekt rozpadu, te drobne cząsteczki, które ulatują w powietrze, tę surowość tła. Każdy pociągnięcie pędzla zdaje się opowiadać historię o przemijaniu, o tym, co zostaje, gdy forma się rozsypuje.

To obraz Beksińskiego i dlatego wiem, że nie ma tu miejsca na pocieszenie. Ale stojąc tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, przed tym monumentalnym dziełem, czuję, że ta wizja, choć przejmująca, jest niesamowicie prawdziwa. To przypomnienie o kruchości ludzkiego istnienia, o tym, że wszystko, co materialne, jest skazane na rozpad.

Ja, Mądrecki | Polityka prywatności

@2025 - Blog chroniony prawem autorskim.