
FE – Ja, w szczelinie milczenia. Gdzieś między błękitem a niezrozumieniem.
Stoję tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, i patrzę na ten obraz Beksińskiego "FE". I, kurczę, czuję, jakby ktoś otworzył mi okno na jakąś inną płaszczyznę istnienia. To nie jest po prostu płótno, to jest abstrakcyjna wizja, która mnie hipnotyzuje swoją prostotą i jednocześnie głębią.
Widzę tę pionową szczelinę, która przecina obraz niemal na pół. Wygląda jak rysa na szkle wszechświata, albo pęknięcie w samym jego sercu. A wokół niej te błękitne odcienie, raz jaśniejsze, raz ciemniejsze, jakby to były dwie różne, ale stykające się rzeczywistości. Są takie eteryczne, takie spokojne, a jednocześnie tak niepokojące w swojej milczącej obecności.
Wzdłuż tej szczeliny, na jej krawędzi, dzieją się jakieś dziwne rzeczy. Widzę tam delikatne pęknięcia, krople, które zdają się spływać, i te cienkie, jakby nerwowe, linie, które łączą i rozdzielają. To wygląda jakby coś próbowało się przedrzeć przez tę granicę, albo jakby sama granica była czymś żywym i pulsującym. Ta delikatna, czerwona nitka, która wije się w jednym miejscu, jest jak krwawa żyła w samym centrum abstrakcji.
Jestem tam, gdzieś w tej przestrzeni, między tymi dwoma błękitnymi światami. Czuję tę ciszę, to poczucie zawieszenia, które emanuje z obrazu. Jestem świadkiem czegoś, co jest niewypowiedziane, czegoś, co jest poza słowami i poza zrozumieniem.
Kolory? Beksiński w tym obrazie postawił na minimalizm, ale z jakim mistrzostwem! Te odcienie błękitu i zieleni, te subtelne przejścia tonalne, ta niemalże szara poświata, która otacza szczelinę – wszystko to tworzy atmosferę, która jest jednocześnie medytacyjna i intrygująca.
Technika? Fenomenalna. Te tekstury, te linie, te drobne detale, które wyłaniają się z błękitu – wszystko to sprawia, że czuję się, jakbym mógł dotknąć tej materii, a jednocześnie ona pozostaje nieuchwytna. To obraz, który zmusza do myślenia o granicach, o połączeniach i o tym, co dzieje się, kiedy coś pęka.
To obraz Beksińskiego i dlatego wiem, że nie jest to prosta laurka. Ale stojąc tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, przed tym hipnotyzującym dziełem, czuję, że ta wizja, choć abstrakcyjna, jest niesamowicie prawdziwa. To przypomnienie, że nawet w milczeniu i abstrakcji, istnieje głęboki sens i niepokojące piękno.
