
Bez tytułu – Ja i ten, co skrywa słońce. Medytacja o tajemnicy.
Stoję tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, i patrzę na ten bez tytułu obraz Beksińskiego. I, kurczę, czuję, jakbym właśnie wszedł w jakąś pradawną opowieść o tym, co ludzkie, i o tym, co boskie. To nie jest po prostu płótno, to jest wizja monumentalnej tajemnicy, która mnie hipnotyzuje.
Widzę tę postać, w płaszczu niczym całun, stojącą dumnie na horyzoncie. Jej głowa, zwrócona tyłem, jest niczym obelisk, który pochłania światło. A nad nią – ta aureola, ten blask, który sugeruje coś nieziemskiego. Ale to, co jest najbardziej intrygujące, to te dwie kule, które wyłaniają się z wnętrza jej płaszcza, jakby były dwoma księżycami, albo dwiema częściami duszy, które ukrywa przed światem. Jedna wyraźna, druga jakby w cieniu, z profilu.
Jestem tam, stojący przed tą postacią, czując jej majestat i tajemnicę. Cała scena jest skąpana w odcieniach głębokiej pomarańczy i brązu, co sprawia, że czuję się, jakbym był świadkiem jakiegoś pradawnego rytuału albo schyłku dnia w piekle. A na dole, te cieniutkie, nagie drzewa, stojące jak świadkowie tej niezwykłej sceny, tylko potęgują wrażenie ulotności i kruchości.
Kolory? Beksiński znowu zagrał na emocjach. Te ciepłe, ale jednocześnie przytłaczające pomarańcze, te ciemne brązy i ten subtelny, niemal niewidoczny krzyż nad głową postaci – wszystko to tworzy atmosferę, która jest jednocześnie mistyczna i trochę przerażająca. To wszystko jest tak perfekcyjnie rozmyte, tak miękkie, a jednocześnie tak mocne w swoim przekazie.
Technika? Fenomenalna. Te tekstury, te przejścia tonalne, ta niemalże trójwymiarowość postaci – wszystko to sprawia, że czuję się, jakbym mógł dotknąć tej materii, a jednocześnie ona pozostaje nieuchwytna. To obraz, który zmusza do myślenia, do interpretacji, do poszukiwania sensu tam, gdzie go może nie być.
To obraz Beksińskiego i dlatego wiem, że nie znajdę tu łatwych odpowiedzi. Ale stojąc tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, przed tym monumentalnym dziełem, czuję, że ta wizja, choć enigmatyczna, jest niesamowicie prawdziwa. To przypomnienie, że w każdym z nas drzemie jakaś tajemnica, coś, co skrywamy przed światem, a co jest naszym prawdziwym światłem.
