
"BA74" – Ja, w cieniu zapomnianych świątyń. Architektura lęku i ciszy.
Stoję tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, i patrzę na ten monumentalny obraz Beksińskiego "BA74". I, kurczę, czuję, jakbym został przeniesiony do jakiegoś zapomnianego wymiaru, gdzie architektura służy nie życiu, a kontemplacji pustki. To nie jest po prostu płótno, to jest wizja monumentalnych struktur, które zdają się cichymi świadkami jakiegoś dawnego dramatu.
Widzę tę potężną, ale jednocześnie tak ulotną budowlę, która dominuje nad sceną. Wygląda jak gigantyczny, poszarpany zamek, albo świątynia z kamienia i cienia. Jej mury są podziurawione, a filary zdają się wyłaniać z mgły, jakby były częścią jakiegoś pradawnego mechanizmu, który dawno temu przestał działać. Brak w niej okien, drzwi, czy jakichkolwiek śladów życia, co tylko potęguje wrażenie opuszczenia.
Jestem tam, gdzieś u podnóża tej konstrukcji, czując jej przytłaczającą obecność. Czuję ten chłód bijący od kamienia i tę wszechogarniającą ciszę, która zdaje się krzyczeć. Wiem, że to Beksiński, więc nie szukam tu radosnych scenek. To miejsce, gdzie czas się zatrzymał, a jedynymi mieszkańcami są cienie i wspomnienia. Te drobne, jakby zniekształcone, kolumny w tle, tylko podkreślają monumentalność głównej struktury.
Tło to jakaś mleczna, szaro-brązowa mgła, która pochłania wszystko na horyzoncie. Kolory są zgaszone, brązy, szarości, odcienie sepii. Wszystko to tworzy atmosferę, która jest jednocześnie melancholijna i hipnotyzująca. Ten brak wyraźnych szczegółów na dalekim planie sprawia, że wyobraźnia zaczyna pracować na najwyższych obrotach.
Technika? Fenomenalna. Beksiński z maestrią oddał fakturę kamienia, tę iluzję monumentalności, która jest tak charakterystyczna dla jego dzieł. Każdy detal, każda rysa na murze, każdy cień jest dopracowany, a jednocześnie cała kompozycja sprawia wrażenie ulotności i tajemnicy.
To obraz Beksińskiego i dlatego wiem, że nie znajdę tu pocieszających bajeczek. Ale stojąc tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, przed tym monumentalnym dziełem, czuję, że ta wizja, choć przejmująca, jest niesamowicie prawdziwa. To przypomnienie o tym, że nawet najbardziej trwałe konstrukcje są poddane działaniu czasu, a w końcu pozostaje po nich tylko echo.
