
AA77 – Ja na cmentarzysku świata. Płonące niebo nad grobami.
Stoję tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, i patrzę na ten obraz Beksińskiego "AA77". I, kurczę, czuję, jakbym wszedł prosto do jakiegoś przerażającego snu o końcu wszystkiego. To nie jest po prostu płótno, to wizja apokalipsy, która wciąga mnie bez reszty.
Widzę ten gigantyczny, czerwony wir na niebie, jakby słońce płonęło, albo piekło właśnie wypluło z siebie całą swoją furię. Pod nim, na horyzoncie, rozciąga się jakiś potężny, skalisty krajobraz, który wygląda jak gigantyczne cmentarzysko. Te struktury, wyglądające jak nagrobki albo fragmenty zniszczonych budowli, piętrzą się jedna za drugą, jakby były świadkami jakiejś niewyobrażalnej katastrofy.
Jestem tam, na samym dole, patrząc na to wszystko. Czuję ten żar, to przytłaczające poczucie beznadziei, które emanuje z każdego centymetra tego obrazu. A te małe płomienie, które wybuchają gdzieniegdzie z ziemi, tylko potęgują wrażenie, że to miejsce jest skazane na zagładę. Trochę jak po jakimś totalnym armagedonie, gdzie to, co zostało, jest tylko świadectwem przeszłej grozy.
Technika? Absolutne mistrzostwo. Te nasycone czerwienie nieba, ten mroczny, poszarpany krajobraz, te detale na nagrobkach – wszystko to tworzy hipnotyzującą głębię. Beksiński potrafił sprawić, że czujesz, że tam jesteś, że to się dzieje tu i teraz, nawet jeśli jest to tylko wizja.
To obraz Beksińskiego i dlatego wiem, że nie ma tu miejsca na happy end. Ale stojąc tu, w Muzeum w Zamku w Sanoku, przed tym gigantycznym płótnem, czuję, że ta wizja, choć przerażająca, jest niesamowicie prawdziwa. To przypomnienie o kruchości istnienia i o tym, że nawet w największej rozpaczy, sztuka potrafi uchwycić esencję ludzkich lęków.
