![Trzecia część nocy [1971] Trzecia część nocy [1971]](/images/art-movies/1971-trzecia-czesc-nocy.png)
Trzecia część nocy [1971]
Są filmy, które się ogląda. Są filmy, które się przeżywa. I są filmy, które robią z człowiekiem coś, na co nie ma zgrabnej nazwy — wchodzą bez znieczulenia, grzebią w środku i wychodzą, zostawiając po sobie bałagan.
Trzecia część nocy jest tym trzecim rodzajem.
Nie kłamię — omal się nie pożygałem. I mówię to bez ironii, bez pozy. Podobny efekt wywołało u mnie tylko Salò Pasoliniego — ale tam cielesność była narzędziem czystego obrzydzenia, kalkulowaną przemocą wobec widza. Tu jest inaczej. Tu krew i wszy i rozkładające się ciało istnieją obok piękna Małgorzaty Braunek — i właśnie to zestawienie jest nie do zniesienia. Brzydota i piękno zmielone razem, bez ostrzeżenia, bez litości.
Żuławski nakręcił ten film na podstawie wojennych doświadczeń własnego ojca. Mirosław Żuławski przeżył okupację jako karmiciel wszy w Instytucie Weigla — ludzkie ciało jako biomaszyna do produkcji szczepionek przeciw tyfusowi. Nie metafora. Fakt. I ten fakt Żuławski junior wziął i wbił w film jak gwóźdź — prosto, bez owijania w bawełnę.
Bohater traci w jednej chwili wszystko. Matkę, żonę, dziecko. I co robi? Idzie dalej. Funkcjonuje. Spotyka kobietę łudząco podobną do zamordowanej żony — tę samą Braunek w podwójnej roli — i zaczyna od nowa, jakby tamto nie wydarzyło się naprawdę. Jakby trauma była czymś, co można obejść z boku i pójść w dalej.
To jest sedno tego filmu. Nie wojna jako tło. Nie okrucieństwo jako temat. Ale człowiek zmuszony do kontynuowania życia w trybie natychmiastowym — bez żałoby, bez czasu na przetworzenie, bez nikogo kto powiedziałby: poczekaj, masz prawo się zatrzymać. Więzi rodzinne, przyjacielskie — urwane. Jednostka zostaje sama z własnym układem nerwowym i musi jakoś dowieźć siebie do jutra.
Żuławski robi to w konwencji onirycznej, apokaliptycznej — film otwiera i zamyka lektura Apokalipsy św. Jana. Trzecia część słońca, księżyca, gwiazd zaćmiona. Tytuł nie jest ozdobą — jest diagnozą. Świat w jednej trzeciej zgasły. Człowiek w jednej trzeciej martwy. I ta reszta musi jakoś funkcjonować.
Kamera Witolda Sobocińskiego nie daje oddechu. Zbliżenia twarzy, ciał, wszy — fizyczność tego filmu jest absolutna. Widz siedzi w fotelu i nie ma gdzie uciec.
Bardzo mocny psychologiczny horror.
I to nie komplement rzucony z dystansu. To raport z seansu, po którym długo siedziałem w ciemności i nie bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić.
Szósty na liście najlepszych polskich filmów wszech czasów według Pełnej Sali. W 2025 roku wpisany do Listy Polskiego Dziedzictwa Filmowego.
Zasłużenie. Bez dyskusji.
