
Wszystko, co truje, umiejętnie użyte - leczy.
"Simona Kossak" (2024) – Kobieta, która rozmawiała z naturą. I z dzikami.
Wchodzę w świat "Simony Kossak" i od razu czuję, że to nie jest typowa biografia. Reżyser Adrian Panek zaserwował mi opowieść o kobiecie, która wyprzedzała swoje czasy, o naukowczyni, która kochała naturę bardziej niż ludzi.
Sandra Drzymalska w roli Simony Kossak to istny fenomen. Jej Simona jest charyzmatyczna, niezależna, a momentami wręcz ekscentryczna. Drzymalska potrafi oddać zarówno siłę, jak i wrażliwość swojej bohaterki.
Film przenosi nas do Puszczy Białowieskiej, gdzie Simona Kossak prowadziła swoje badania. Panek pokazuje nam piękno i dzikość puszczy, ale też trudności, z jakimi musiała się zmierzyć Kossak.
Film jest pełen symboliki. Kossak jest przedstawiona jako kobieta, która żyje w harmonii z naturą, która rozumie zwierzęta i która walczy o ich ochronę. Panek pokazuje nam, że warto słuchać głosu natury, że warto dbać o naszą planetę.
Jakub Gierszał jako Lech Wilczek, fotograf przyrody i partner Simony, to postać, która dodaje filmowi romantycznego smaczku. Gierszał gra mężczyznę, który podziwia Simonę i który wspiera ją w jej pasji.
"Simona Kossak" to film o kobiecie, która nie bała się iść pod prąd, która żyła według własnych zasad, która kochała naturę i która walczyła o jej ochronę. To film, który inspiruje i który skłania do refleksji.
Podsumowując, "Simona Kossak" to film, który mnie zachwycił. To biografia, która jest jednocześnie piękną opowieścią o naturze i o kobiecie, która ją kochała.
