![Mr Nobody [2009]](/images/art-movies/2009-mr.nobody.jpg)
In chess, it's called Zugzwang... when the only viable move... ...is not to move.
As long as you don't choose, everything remains possible.
Every path is the right path. Everything could've been anything else. And it would have just as much meaning.
It should be written on every school room blackboard:
Life is a playground - or nothing.
We are imagined by 9 year old child, faced with an impossible choice.
A film by all the right standards, so breathtakingly beautiful that I didn't want to watch it to the end. With each frame the film is more heartbreaking and profound. The end of the film is like a deep breath in after an overly long dive. The art is a 10 out of 10 in message, form and how I feel with it after watching. The death of the main character is a joyful, peaceful scene and a form of completing and concluding a story - although the moral of the film is that with each passing moment an infinite number of possibilities open up to us
"Pan Nobody" (2009) – Wybory, chaos i Jared Leto w milionie wcieleń. Van Dormael miesza w głowie jak w drinku.
Wchodzę w ten film i czuję się, jakbym wpadł do pralki pełnej filozoficznych pytań i wizualnych fajerwerków. Jaco Van Dormael serwuje nam coś, co jest jednocześnie epicką sagą o życiu, miłości i wyborach, jak i... cóż, totalnym chaosem.
Jared Leto, jako Nemo Nobody, ostatni śmiertelnik na Ziemi, jest jak kameleon. Przeskakuje między życiami, kobietami, wspomnieniami, a ty próbujesz nadążyć. Leto gra z niesamowitą intensywnością, ale momentami mam wrażenie, że nawet on sam nie wie, co się dzieje.
Film jest jak puzzle, które ktoś rozsypał na podłodze, a potem kazał ci je ułożyć, nie dając instrukcji. Van Dormael miesza ze sobą różne style, epoki, a nawet rzeczywistości, tworząc coś, co jest jednocześnie piękne i... no właśnie, zagmatwane.
Tematy? Mamy tu wszystko: wolną wolę, determinizm, teorię chaosu, miłość, śmierć, a nawet motyle. I to wszystko podane w wizualnie oszałamiający sposób. Van Dormael bawi się kadrami, kolorami, efektami specjalnymi, tworząc coś, co jest jak sen na jawie.
"Pan Nobody" to film, który jest jak psychodeliczna podróż. Raz zachwycasz się wizualnymi efektami, raz próbujesz zrozumieć, co się dzieje, a na końcu czujesz, że obejrzałeś coś, co jest jednocześnie genialne i... no, właśnie, zagmatwane.
Podsumowując, "Pan Nobody" to film, który mnie zaintrygował i poruszył. To wizualnie i filozoficznie intensywne doświadczenie, które zostawia cię z milionem pytań i... pewnie lekkim bólem głowy.
