
The path to enlightenment is in the middle way. It is the line between all opposite extremes.
"Mały Budda" (1993) – Bertolucci i duchowość Wschodu. Bajka dla dorosłych, z nutą egzotyki.
Wchodzę w świat "Małego Buddy" i od razu czuję, że to film z innej epoki. Bernardo Bertolucci zaserwował nam opowieść, która jest jak baśń dla dorosłych, pełna mistycyzmu i egzotyki.
Keanu Reeves jako książę Siddhartha, który staje się Buddą, wypada... no cóż, jak Keanu Reeves w roli duchowego przewodnika. Jego Siddhartha jest spokojny i opanowany, ale brakuje mu autentycznej charyzmy. Reeves gra z powagą, ale momentami wydaje się być zagubiony w tej roli.
Bridget Fonda i Chris Isaak jako Lisa i Dean Conrad, amerykańscy rodzice małego Jesse'ego, to postacie, które reprezentują zachodni świat, który próbuje zrozumieć wschodnią duchowość. Fonda i Isaak grają z naturalnością i autentycznością, co nadaje filmowi ludzkiego wymiaru.
Film przenosi nas między dwoma światami: współczesnym Seattle i starożytnymi Indiami. Bertolucci splata te dwie historie, opowiadając o poszukiwaniu duchowej prawdy i o reinkarnacji.
Film porusza ważne tematy, takie jak duchowość, reinkarnacja, karma i poszukiwanie wewnętrznego spokoju. Bertolucci zadaje pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Czy reinkarnacja jest możliwa? Czy możemy odnaleźć wewnętrzny spokój w świecie pełnym chaosu?
Film jest wizualnie oszałamiający. Sceny w Indiach są przepiękne, a Bertolucci bawi się kolorami i symboliką, co nadaje filmowi poetyckiego charakteru. Sceny z udziałem małych mnichów są urocze i pełne ciepła.
"Mały Budda" to film, który jest jak podróż w głąb wschodniej duchowości. Raz zachwycasz się obrazami, raz zastanawiasz się nad symboliką, a na końcu czujesz, że obejrzałeś coś, co jest jednocześnie piękne i pouczające.
Podsumowując, "Mały Budda" to film, który mnie zaintrygował i poruszył. To baśń dla dorosłych, która skłania do refleksji nad duchowością i sensem życia.
