![L'étranger [2025]](/images/art-movies/2025-l-étranger.png)
L’Étranger [2025] — wiernie. I co z tego?
Obejrzałem „L’Étranger”, ekranizację „Obcego” Alberta Camusa.
I dobrze, że nie poszedłem na to do kina.
Sama książka jest przecież cholernie dobra właśnie dlatego, że pozornie prawie nic w niej nie ma.
Camus daje nam człowieka, który nie chce udawać emocji tylko dlatego, że świat oczekuje ich w określonym miejscu i czasie. Meursault nie gra w społeczną grę. Nie płacze, kiedy wypada płakać. Nie kocha tak, jak wypada kochać. Nie żałuje wtedy, kiedy inni potrzebują zobaczyć żal.
I nagle okazuje się, że być może większym przestępstwem od zabicia człowieka jest niepasowanie do instrukcji obsługi człowieka.
To jest dla mnie siła „Obcego”.
Książka jest chłodna. Oszczędna. Momentami wręcz martwa. A jednak pod tą martwotą siedzi absurd i bardzo niewygodne pytanie: czy sądzimy człowieka za to, co zrobił, czy za to, że nie jest taki jak my?
I papier mnie nie nudził. Ekran już tak.
Bo film jest dość wierną ekranizacją. Są cytaty. Jest Camus. Jest ten sam chłód, obcość, absurd. I przez chwilę pojawia się nawet poczucie, że skoro książka jest dobra, a film tak wiernie za nią idzie, to film też musi być dobry.
No nie musi. Nuda. Przewidywalność. Główny bohater chodzi po ekranie jak figura woskowa. I to jeszcze jest OK. Ba — właściwie tak powinno być. Meursault nie może nagle dostać hollywoodzkiej duszy, traumy z dzieciństwa i sceny, w której płacze pod prysznicem. Ma być obcy. Ale reszta?
Film idzie po książce tak grzecznie, że właściwie przestaje mnie interesować, dokąd idzie. Znam drogę. Wiem, gdzie skręci. Wiem, co zobaczę za zakrętem. I gdzieś po drodze ekranizacja przestaje być dla mnie filmem, a zaczyna być bardzo porządną ilustracją do książki. Może właśnie tutaj jest problem. Literatura Camusa zostawia ogromną przestrzeń między zdaniami. Film tę przestrzeń musi czymś wypełnić. I wypełnia. Obrazem. Tylko że nie bardzo czymś więcej.
Dlatego cieszę się, że wyszło to na DVD i nie musiałem czekać na kino.
Chociaż…
O chuj właściwie chodzi z tym czekaniem? Ponad rok od światowej premiery do premiery w Polsce? W 2026 roku? Nie chodzi przecież o kopiowanie taśm. Nie trzeba ładować puszek z filmem na statek i wieźć ich przez pół świata. Robienie napisów też, kurwa, nie zajmuje roku. Premiera DVD miała miejsce prawie rok temu, a Gutek sprawia, że czuję się opóźniony. I nie — bynajmniej nie w rozwoju.
„Odważny”. „Zjawiskowy”. „Porywający”.
Tak film jest reklamowany.
No cóż. Jak na moją wrażliwość te trzy słowa sprawiają przede wszystkim, że czuję się oszukany.
Wierny? Tak. Camus? Zdecydowanie. Dobry jako ekranizacja? Pewnie nawet bardzo. Ale porywający?
Mnie nie porwał nawet z fotela.
