barnibrodaty

 

 

Kafka, czyli maszyna do mielenia czasu

Kafka  

Teatr U Przyjaciół

 

Wchodzisz w mrok poznańskiej kamienicy i od progu uderza Cię zapach inkaustu i kurzu. Spektakl „Kafka” (premiera 20.03.2026) to nie jest teatr akcji. To rytmiczna, 60-minutowa sesja wewnątrz biurokratycznego ula, gdzie troje aktorów wciela się w postać K., osaczając widza jednostajnym tempem procedur.

Co tam zastaniesz?

Rytm totalny: Terkot maszyn do pisania i szelest papieru dyktują tu każdą sekundę. To nie jest tło – to główny bohater. Ścieżka dźwiękowa jest tak konsekwentna i niezmienna, że wprowadza w stan niemal medytacyjny.

Hipnotyczna monotonia: Reżyser Tomasz Zajcher postawił na klimat duszny i powtarzalny. System Kafki nie krzyczy – on mruczy, szeleści i miarowo stuka. To proces, który nie ma początku ani końca, a każda minuta jest identyczna jak poprzednia.

Estetyka snu na jawie: Wizualnie to majstersztyk mroku, ale narracja płynie tak sennym, jednostajnym nurtem, że granica między byciem widzem a uczestnikiem onirycznej wizji kompletnie się zaciera.

Werdykt?

To spektakl dla ludzi o mocnych nerwach... albo bardzo spokojnym tętnie. Atmosfera jest tak gęsta i rytmiczna, że momentami można odnieść wrażenie, iż czas stanął w miejscu. Jeśli szukasz fajerwerków, to ich tu nie ma. Jest za to mechaniczny trans, który potrafi tak skutecznie „odciąć” od rzeczywistości, że zanim się obejrzysz, wyrok zapada, a Ty budzisz się w zupełnie innej czasoprzestrzeni.

Idealna propozycja dla tych, którzy chcą poczuć na własnej skórze, jak system usypia czujność jednostki. Dosłownie.

Ja, Mądrecki | Polityka prywatności

@2025 - Blog chroniony prawem autorskim.