barnibrodaty

 

Jeux interdits [1952]

  • At that age they don’t understand.

"Jeux interdits" (1952) – Dzieciaki i śmierć, czyli jak się bawić w wojnę, gdy wojna jest prawdziwa

Witajcie, filmowi anarchiści i miłośnicy kina, które wywołuje gęsią skórkę! Dziś na warsztat bierzemy "Jeux interdits" René Clémenta – film, który jest jak cios w żołądek, ale podany w formie pięknej, choć przerażającej baśni.

Clément, nasz francuski mistrz od wyciskania łez, postanowił pokazać nam, jak wojna wpływa na dzieci. I nie, nie chodzi tu o grę w wojnę na podwórku, ale o prawdziwą wojnę, tę, która niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze.

Akcja toczy się w czasie II wojny światowej, gdzie mała Paulette i chłopiec Michel, osieroceni przez bombardowania, znajdują schronienie w opuszczonej zagrodzie. Dzieciaki, zamiast bawić się lalkami i samochodzikami, zaczynają urządzać pogrzeby dla martwych zwierząt. Tak, dobrze słyszycie, pogrzeby dla martwych zwierząt. Bo w świecie, w którym śmierć jest na porządku dziennym, nawet mysz zasługuje na godny pochówek.

Film jest czarno-biały, co dodaje mu jeszcze więcej mroku i surowości. Clément nie bawi się w sentymenty, nie pokazuje nam wojny z perspektywy bohaterskich żołnierzy, ale z perspektywy dzieci, które próbują zrozumieć świat, który oszalał.

Paulette i Michel tworzą swój własny, mały świat, w którym rządzą ich własne zasady. Ich "zabawa" w pogrzeby jest jednocześnie zabawna i przerażająca. To jakby dzieciaki próbowały oswoić śmierć, nadać jej sens, zrozumieć, dlaczego życie jest tak kruche.

Film jest pełen symboliki, a sceny pogrzebów zwierząt są jak memento mori, przypominające nam o przemijaniu i kruchości życia. Clément pokazuje nam, że wojna nie oszczędza nikogo, nawet niewinnych dzieci.

"Jeux interdits" to film, który zostaje w pamięci na długo po seansie. To film, który zmusza do myślenia, do zadawania pytań o sens wojny, o sens życia. To film, który jest jak zimny prysznic, który budzi nas z letargu.

Podsumowując, "Jeux interdits" to film, który trzeba zobaczyć, choćby po to, żeby zrozumieć, jak wojna niszczy niewinność. A może po to, żeby docenić to, co mamy? W końcu, jak to mówią, doceniamy to, co mamy, dopiero gdy to stracimy. No, może nie do końca tak mówią, ale wiecie, o co chodzi.

Ja, Mądrecki | Polityka prywatności

@2025 - Blog chroniony prawem autorskim.