
W tym miejscu był nasz światPunkt zero w drodze do gwiazdZbiorowy grób pamiątką jestPo dużych dzieciach lubiących śmierć
Popiół i zwały gruzuWielki koniec domy walą sięArka Noego nie nadpłynie nieTu mieszkał człowiek jego czas skończył się
"Idź pod prąd" (2024) – Punk rock w Bieszczadach? Czemu nie! KSU wjeżdża na ekrany z buta.
Witajcie, kinowi anarchiści i miłośnicy dobrego polskiego kina! Dziś na warsztat bierzemy "Idź pod prąd" Wiesława Palucha – film, który jest jak energetyczny kopniak w brzuch, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Paluch, nasz polski wujek z kamerą, postanowił pokazać nam, jak rodził się punk rock w Bieszczadach. I nie, nie chodzi tu o grzeczne granie na gitarach, ale o prawdziwy bunt, o krzyki, o energię, która rozsadzała mury komunistycznej rzeczywistości.
Akcja toczy się w Ustrzykach Dolnych w drugiej połowie lat 70. XX wieku. Młodzi chłopaki, zainspirowani Sex Pistols, postanawiają założyć zespół KSU. I zaczyna się jazda bez trzymanki. Mamy tu wszystko: kapryśnych muzyków, wrednych esbeków, koncerty w remizach i prawdziwą rock'n'rollową rebelię.
Film jest pełen energii, a muzyka KSU brzmi jakby była nagrana wczoraj. Paluch zgrabnie miesza humor z dramatem, a całość podaje w sosie bieszczadzkiego klimatu. Film jest jak wspomnienie z młodości, które niby było szalone, ale ciągle pełne pasji.
Aktorzy? Dają z siebie wszystko. Młodzi gniewni grają z pasją i autentycznością, a weterani polskiego kina dodają filmowi smaczku. Sceny koncertowe są jak prawdziwe punkowe show, a sceny z esbekami są jak z najlepszego thrillera.
"Idź pod prąd" to film o tym, jak młodzi ludzie potrafią zmienić świat, nawet jeśli mają przeciwko sobie cały system. To film o tym, że muzyka potrafi być bronią, a bunt potrafi być piękny.
Podsumowując, "Idź pod prąd" to film, który warto zobaczyć, choćby po to, żeby poczuć energię polskiego punk rocka. A może po to, żeby przypomnieć sobie, jak to jest iść pod prąd? W końcu, jak to mówią, punk rock nigdy nie umiera!
