![Dune [2021] [2024] Dune [2021] [2024]](/images/art-movies/2021-dune.png)
„Diuna” w reżyserii Denisa Villeneuve’a to jeden z najbardziej wyczekiwanych projektów science fiction ostatnich lat. Ekranizacja dzieła Franka Herberta, które uznawane jest za klasykę gatunku, wzbudziła ogromy entuzjazm fanów książkowego oryginału – i to od chwili pierwszych zapowiedzi. Tym bardziej, że Villeneuve od dawna uchodzi za specjalistę od wizjonerskich, dopracowanych w szczegółach filmów, czego przykładem są choćby „Blade Runner 2049” czy „Nowy początek”. Poniższa recenzja dotyczy zarówno pierwszej części „Diuny” (z 2021 roku), jak i oczekiwań i zapowiedzi związanych z drugą odsłoną tej epickiej historii.
Pierwsza część „Diuny”: epickość i fascynujące wizualia
Akcja pierwszej części „Diuny” skupia się na wprowadzeniu widza w świat Arrakis – pustynnej planety będącej źródłem najcenniejszego surowca we wszechświecie, tzw. melanżu (przyprawy). Młody Paul Atryda (Timothée Chalamet), przeznaczony do wielkich czynów syn księcia Leto (Oscar Isaac) i lady Jessiki (Rebecca Ferguson), wplątuje się w polityczno-religijne intrygi oraz poznaje tajemniczą kulturę rdzennych mieszkańców Arrakis, Fremenów. Villeneuve, dzieląc historię na dwie części, zdecydował się skoncentrować pierwszą odsłonę przede wszystkim na budowaniu fundamentu fabularnego i wizualnego świata.
To, co rzuca się w oczy niemal od razu, to fantastyczne kadry: rozległe pustynie, monumentalne statki kosmiczne oraz wielopiętrowe wnętrza pałaców rodu Atrydów czy pałacowej architektury na Arrakis. Operator Greig Fraser (znany również z pracy przy „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie”) stworzył z Villeneuve’em widowisko spektakularne, w którym pustynny krajobraz Arrakis wydaje się być żywym, niebezpiecznym organizmem. Ujęcia rozległych wydm, wypełnionych szalejącymi burzami piaskowymi, potrafią zapierać dech w piersiach i w pełni oddają bezkres surowego świata, który wymusza na bohaterach hart ducha.
Warto również zwrócić uwagę na spójny, minimalistyczny design kostiumów i scenografii, który idzie w parze z surowością planety. Stroje Fremenów (szczególnie distaszleje) przywodzą na myśl zaawansowaną technologię służącą do przetrwania w ekstremalnym klimacie, a jednocześnie pasują do quasi-prymitywnego stylu życia na pustyni. Efektem jest idealne zbalansowanie futuryzmu i surowości, co nie zawsze udaje się w ekranizacjach książek science fiction. Villeneuve bardzo dbał o to, by świat „Diuny” nie sprawiał wrażenia zbyt „wyliftingowanego” czy nadmiernie komputerowego. Tym samym film zachowuje autentyczność, a sceny wypełnione piaskiem, żarem słońca i niebezpieczeństwami (jak słynne czerwie pustynne) budują wrażenie realności.
Muzyka Hansa Zimmera, w której dominują niskie, „wibrujące” tony i wokalne motywy, doskonale łączy się z obrazem. Nadaje scenom niezwykłego rozmachu, a jednocześnie odzwierciedla mistyczny charakter Arrakis i religijnych wierzeń Fremenów. Kompozytor, słynący z przywiązania do monumentalnych brzmień, stworzył ścieżkę dźwiękową, która nie tylko towarzyszy akcji, ale sama w sobie jest częścią uniwersum.
Aktorzy obsadzeni w pierwszej części „Diuny” stanowią wyborną mieszankę młodych talentów i doświadczonych gwiazd. Timothée Chalamet, wcielający się w Paula Atrydę, świetnie oddaje wewnętrzne rozterki i poczucie przeznaczenia bohatera. Rebecca Ferguson natomiast nadaje postaci Lady Jessiki intrygującej głębi, balansując między religijnymi nakazami zakonu Bene Gesserit a macierzyńską miłością. Na uwagę zasługuje też występ Stellan Skarsgårda w roli barona Harkonnena – odpychająca, a zarazem fascynująca kreacja złoczyńcy, którego każdy krok otacza aura zagrożenia i wynaturzonego okrucieństwa.
Pierwsza część „Diuny” kończy się w momencie, w którym Paul wchodzi w nowe, nieznane mu dotąd życie na pustyni. Ta decyzja twórców o urwaniu akcji w punkcie, w którym największa przygoda właściwie się rozpoczyna, z jednej strony pozostawia uczucie niedosytu, z drugiej jednak doskonale buduje apetyt na drugą odsłonę.
Druga część „Diuny”: kontynuacja epickiej wyprawy
Choć w chwili pisania tej recenzji druga część „Diuny” nie miała jeszcze oficjalnej premiery (jej światowe wydanie kilkukrotnie przesuwano, finalnie planowane jest na 2024 rok), twórcy i aktorzy ujawnili już szereg informacji na temat kontynuacji. Dotychczasowe zapowiedzi, zwiastuny i fotografie promocyjne wskazują, że Denis Villeneuve zamierza podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej – zarówno pod kątem rozmachu wizualnego, jak i dynamiki akcji.
W drugiej części historia skupi się na dojrzewaniu Paula jako duchowego przywódcy ludu Fremenów i głęboko osadzonej w kulturze Arrakis postaci mesjasza. Dzięki temu widzowie mają szansę zobaczyć zmiany zachodzące nie tylko w samym bohaterze, ale i w całej pustynnej społeczności, w której rodzi się chęć obalenia jarzma rodu Harkonnenów. Oczekiwać możemy również rozbudowanych wątków politycznych z udziałem innych rodów i imperatora, co jeszcze bardziej skomplikuje sytuację na Arrakis.
Jeśli wierzyć zapowiedziom Villeneuve’a, drugi film jeszcze mocniej zaakcentuje dynamikę starć z Harkonnenami i umocni wątek religijno-politycznego fenomenu Paula, który wśród Fremenów zaczyna być postrzegany jako legendarny Kwisatz Haderach. Z pewnością czeka nas więcej scen wypełnionych widowiskowymi zjawiskami pustynnymi, rytuałami oraz dużymi bitwami. Efekty specjalne, już w pierwszej części robiące olbrzymie wrażenie, w kontynuacji prawdopodobnie będą kluczowym elementem nadającym fabule rozmachu i dynamiki.
Podobnie jak w pierwszej odsłonie, jednym z największych atutów filmowej „Diuny” pozostaną niewątpliwie same kadry. Ekipa operatorska, kierowana przez Greiga Frasera (uświetnionego za swoją pracę wieloma nagrodami), dobrze wie, jak uchwycić monumentalność otoczenia – czy to w panoramach ukazujących bezkres pustyni, czy też w pełnych szczegółów, klaustrofobicznych wnętrzach warowni Harkonnenów. Fani mogą liczyć na niezapomnianą ucztę wizualną, skoro już pierwsza część potwierdziła, że styl Villeneuve’a perfekcyjnie pasuje do surowej, a zarazem mistycznej atmosfery powieści Franka Herberta.
Podsumowanie: wspaniała podróż w głąb Arrakis i własnej wyobraźni
Obie części „Diuny” (w tym druga – będąca jeszcze przed oficjalną premierą, lecz już wzbudzająca lawinę oczekiwań) jawią się jako monumentalny projekt, w którym ogromna skala produkcji łączy się z dbałością o detale i głębią psychologiczną. Pierwsza odsłona urzekała przede wszystkim klimatem i starannie zarysowanym tłem historyczno-politycznym. Kontynuacja powinna jeszcze bardziej rozwinąć najbardziej fascynujące wątki – dojrzewanie Paula, złożoność rytuałów Fremenów, konflikt rodów oraz intensywność bitew o Arrakis.
W kontekście wizualnym nie sposób nie docenić pracy operatorów, scenografów i kostiumologów. „Diuna” (obydwie części) stanowi nie tylko klasyczne widowisko science fiction, ale też prawdziwe dzieło sztuki filmowej, w którym zapierające dech w piersiach kadry – od majestatycznych statków kosmicznych, przez piękno wydm, aż po grozę czerwi pustynnych – współgrają z nastrojową, hipnotyzującą muzyką i doskonale wyważoną narracją.
Jeśli tylko druga część utrzyma wysoki poziom artystyczny i fabularny pierwszej, to kinomani otrzymają jeden z najbardziej kompletnych i urzekających cykli filmowych na przestrzeni ostatnich lat. Denis Villeneuve udowadnia, że potrafi tchnąć życie w wielkie wizje literackie, serwując produkcje nie tylko atrakcyjne pod względem wizualnym, ale także zanurzone w tematyce tożsamości, przeznaczenia i kontroli nad najważniejszym zasobem we wszechświecie.
Dla fanów oryginalnej powieści „Diuna” jest spełnieniem marzeń o filmowej adaptacji z prawdziwego zdarzenia, dla miłośników wielkich widowisk – to obowiązkowy seans, w którym każdy kadr zachwyca skalą i szczegółem. Villeneuve po raz kolejny pokazuje, jak połączyć emocje z nowatorską realizacją, tworząc produkcję iście epicką, która długo nie pozwoli o sobie zapomnieć.
